Ubezpieczenie – czy warto „kupować bezpieczeństwo”?

Podczas porannej krzątaniny, telefon pana Nowaka wysuwa się z jego ręki. Czas zastyga na moment pomiędzy rozlewaną właśnie kawą a krakersami. Zanim uderzy o ziemię, ciśnienie osiąga u pechowca stan pod zawałowy. Niczym błyskawice w umyśle pojawiają się postaci uśmiechniętych panów w sklepie.

– Pan ubezpieczy, kupi sobie spokój!
– A jak wypadnie panu z ręki?
– rozbity ekran? Pewnie panel dotykowy… będzie z pół ceny telefonu, a ubezpieczenie jest za stówę czy dwie….

W tych kilku sekundach Pan Nowak osiąga sprawność umysłową noblistów matematycznych. Dzieli cenę telefonu przez średnią wypłatę i ilość godzin które spędzi na jego odpracowaniu.
Ilu z nas było już w swoim życiu Panem Nowakiem, bądź słyszało o podobnej sytuacji? Ile razy podnosiliśmy telefon z mieszaniną nadziei i lęku? Ile razy wygraliśmy na tej szalonej loterii, a ile przegraliśmy? A przecież… to w gruncie rzeczy statystyka i zapewne pewnego dnia podniesiemy telefon z malowniczą pajęczyną na wyświetlaczu. Czy mogliśmy tego uniknąć? Czy dało się temu zapobiec? Zapewne nie. Ze statystyką nie da się wygrać. Można jednak zminimalizować straty.

Przy niemal każdych zakupach jesteśmy wręcz atakowani ofertami dodatkowych ubezpieczeń. Jeżeli nawet nie zdążymy zakupić ubezpieczenia w sklepie, zapewne zadzwoni do nas zatroskany operator lub bank żeby „ochronić” nasz dobytek. Często jednak rażąca wręcz nachalnością forma, może naprawdę uratować nas w sytuacji kryzysowej. Często już 5-10% ceny telefonu wystarczy by zaoszczędzić nasze ciężko zarobione pieniądze.

Mieszkając w starej kamienicy lub na wsi, gdzie linie napięcia są odsłonięte na działanie piorunów. Warto pomyśleć o ubezpieczeniu od przepięć. Wystarczy jedna solidna burza, by narzędzia naszej pracy i relaksu jak komputer, tablet, czy telefon, stały się tylko bezużytecznymi meblami. Żyjąc w ciągłym pędzie, często stajemy się roztargnieni. Często dwojąc się i trojąc, pośród codziennych obowiązków, upuszczamy telefony, oblewamy je, albo padamy ofiarą kradzieży.

Każdy jednak, kto choć raz zawitał do serwisu elektroniki i zapoznał się z cennikiem, wie z jak wielkim kosztem wiąże się naprawa. Producenci jakby na złość użytkownikom łączą w całość wyświetlacze z panelami dotykowymi i płytami głównymi. Bywa, że koszt wymiany wyświetlacza, przekracza cenę nowego telefonu. Boli to szczególnie, gdy nasz telefon był świeżo zakupiony, a „świnka skarbonka” nawet jeszcze nie została na powrót sklejona. Często w takiej sytuacji zostają nam jedynie raty i kolejne miesiące wyrzeczeń. A wystarczyło pomyśleć o dodatkowej ochronie naszego telefonu.
W takiej sytuacji, wielu ubezpieczycieli nie tylko jest w stanie naprawić nasz sprzęt, czy zwrócić nam gotówkę. W niektórych pakietach zawarty jest również kurier, który odbiera i przywozi nam sprzęt, oraz wręcza aparat zastępczy na czas rozpatrywania reklamacji.
Oczywiście każdy musi osobiście podliczyć ile jest warty jego komfort, czas i spokój.